Archiwum dla Grudzień 2011

jestem pewna, że kiedyś byłam powietrzem, ale na widok ziemi zaparło mi dech w piersiach.

Skomentuj »

Nie jestem odważna, bo gdy odsłaniam plecy, to zamykam oczy. Unikam stanów swojej słabości, żeby mieć pewność, że to ja znam się lepiej. To głupie być tak pewnym siebie, bo wtedy jest dla mnie niespodzianką przychodzące ‘nagle’, przez które oficjalnie wbrew sobie angażuję się w kuluarowy suspens. W tych okolicznościach okazuje się, że zaskakuje tym, co odkrywane jest również przede mną, tym, co staje się nagle pomiędzy odsłoniętymi plecami i przymkniętymi powiekami.

Wyobraź sobie, że już nie liczę czasu od startu do mety. Drogę nauczyłam się odmierzać obrazkami. Pierwsze nadchodzą gdy jeszcze stoimy, ponieważ to początek. Kierowca autobusu zerka w centralne lusterko, potem zapala światło, bo od deszczu cały świat poszarzał, żebym mogła spokojnie spojrzeć w swoje podręczne, aby pozbyć się okruszka z tuszu, co utkwił i męczy niemiłosiernie tak, że łzawię, że starsza pani się pyta, czy coś się stało. Jedziemy. Uśmiecham się do niej i do niego, on puszcza oko, ona marszczy nos i poprawia okulary. Patrzę za okno a potem w okno. Odbija się w nim dziewczyna i chłopak mocno przytuleni, tak jak ja chyba nie potrafię, bo ona przecież nie krzyżuje rąk na piersi. Potem dziecko całuje matkę z miłością naturalnie dziecięcą. Odwracam głowę przez szept pani do pana. Obydwoje w średnim wieku, trzymają się za ręce. Wydaje mi się, że oni kłócą się ze sobą szeptem i delikatnie, podobnie do jego muśnięć jej dłoni. Potem słyszę, że kontrola biletów. Nagle przebudzona, szukam zajadle  w bezbrzeżnych odmętach mojej nowej torebki, z naprędce przerzuconym starym bałaganem. Rewizor z uśmiechem zerka na drżenie moich rąk. On jest pewien, ze nie mam biletu, ja wiem, że mam go z cała pewnością. Mówi mi,że wierzy, bo tak wyglądam, że trzeba wierzyć i odchodzi życząc miłego dnia. Uśmiecham się w szybie do siebie a ktoś za nią przywłaszcza sobie moje roztargnienie.

Widziałeś kiedyś swoją twarz odbita w oknie autobusu późnowieczornej linii? Fotometeory miejskich latarni i domowe ogniska blokowisk wplatają się we włosy jak świętojańskie ogniki a przestrzeń rozmienia się na drobne, podniecone wyobraźnią, fotoplastikowe obrazy. Wtapiam się w zaokienny świat jak Alicja, stąpam ostrożnie, żeby nie naruszyć przedziwnie uregulowanych zasad imaginacji: jestem w miejscu ale bardziej tam niż tutaj. To typowy dualizm: codzienna proza skonfrontowana z liryczna wizją Krainy Czarów. Z premedytacją ponosi mnie i umieszczam się w treści- oto być może cała jakość przemierzanych etapowo kolei trasy przez moje miasto.

Gdy jest zakorkowane bulgocze, rozpiera się jak tendencja w popołudniowym fotelu. Każdego dnia mam swoje miejsce w autobusowym centrum, tuż przy rurze głównej. Podczas posuwistego ruchu asfaltowej galery czyni ono ze mnie trapezową tancerkę. Jeśli uda mi się stanąć przy ostatnim oknie, łapię spojrzeniem drogę uciekającą spod kół. Wsłuchuję się wtedy w turkot silnika, czasem myślę asocjacyjnie i bardzo intensywnie. W szczycie myśli- lewituję, ale kiedy przez ciężar torby drętwieje mi ramię, zdaję sobie sprawę z posiadanego luksusu- mam zapas czasu na stanie w korkach.

Written by lukrowanenic

Grudzień 18, 2011 at 22:58

Napisane w Uncategorized

łóżko pachnące ukochaną osobą.

z jednym komentarzem

bo każda kolejna rozmowa jest powodem, żeby się w Tobie zakochać.

Written by lukrowanenic

Grudzień 14, 2011 at 17:30

Napisane w Uncategorized

w oczach widać wszystko to, czego nie przekażą nam usta.

Skomentuj »

przy tobie czuję się nakręcona pozytywnie i nijak na ziemię sprowadzić mnie nie może, choć to i owo straszy konsekwencjami zbyt mocno przekręconego klucza a w efekcie pęknięcia sprężyny, co nie może skończyć się inaczej jak tylko lotem na odległość bliżej nieznaną. w każdym razie i chwili obecnej widzę się w jakieś dziwnej formie. nikt nam nie obiecał, że nie będziemy się potykać o nieopatrzenie wypchnięte językiem słowa. powietrze przesiąknięte nienaturalną ciszą wdziera się do płuc. pomilczmy przez moment. resztę dopowiemy potem.

musnęłaś gorącym oddechem gasząc rozsądek ujęty w słowach. jeśli spojrzysz na mnie teraz ujrzysz niepewność w potarganych włosach.

moje ciało tak opanowane drży pod dotykiem twoich palców.

Written by lukrowanenic

Grudzień 1, 2011 at 0:27

Napisane w Uncategorized

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.